Kultura

Rafał Bryndal

Samotność. Coś o tym wiem

“Ludzie ciągle szukają szczęścia w mrzonkach. Oglądają dzień w dzień Facebooka i widzą, że znów jakaś koleżanka wrzuciła zdjęcia z wycieczki do Japonii. I od razu humor siada. Zaczynamy się zatruwać, że trzeba szybko coś zorganizować, pojechać na urlop do Australii. Też wstawić zdjęcie. Bo inaczej nie będę szczęśliwy.”

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcia: Justyna Cieślikowska

WeMen: Jesteś dziś w dobrym humorze?
RAFAŁ BRYNDAL: Tak.

Dołująca zima, smog, a do tego polityczna zawierucha. Z czego tu się cieszyć?
Może to banalne, ale naprawdę nauczyłem się doceniać małe rzeczy. Dziś rano posłuchałem dobrej muzyki, przeczytałem fragment ciekawej książki, wiedziałem, że spotkam się z piękną kobietą na rozmowę. To mało, by być w dobrym humorze? Kiedyś w jakiejś męskiej rozmowie między kolacją a śniadaniem, ojciec powiedział mi, że najważniejsze to codziennie zrobić chociaż jedną małą rzecz, która sprawi, że dzień nie będzie zmarnowany.

rafał bryndal portret

Niby proste. A większość narzeka, że życie nie ma sensu.
Ludzie ciągle szukają szczęścia w mrzonkach. Oglądają dzień w dzień Facebooka i widzą, że znów jakaś koleżanka wrzuciła zdjęcia z wycieczki do Japonii. I od razu humor siada. Zaczynamy się zatruwać, że trzeba szybko coś zorganizować, pojechać na urlop do Australii. Też wstawić zdjęcie. Bo inaczej nie będę szczęśliwy. Mam w sobie głębokie poczucie, że jeśli ktoś jest bogaty wewnętrznie, ma dużą wyobraźnię i wrażliwość, to wystarczy mu czasem podróż do kuchni i przeżyje więcej, niż ktoś, kto zobaczy słonia na safari. Swoją drogą coś dziwnego porobiło nam się w głowach, że zupełnie nie patrzymy na rzeczy wokół nas, tylko robimy im zdjęcia. Najpierw zdjęcie, potem ewentualnie rzucimy na to okiem, albo od razu idziemy dalej, nie wypuszczając z ręki telefonu.

Jest w tobie dużo radości, jesteś człowiekiem kabaretu, piszesz teksty satyryczne. Z czego jeszcze czerpiesz dobrą energię?
Ograniczyłem zupełnie oglądanie kanałów informacyjnych. Nie nakręcam się od rana negatywnymi newsami. Stawiam na inspirujące spotkania z ludźmi.

Gdzie ich znajdujesz?
Ostatnio na przykład podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Dublinie. Mnóstwo otwartych, radosnych młodych ludzi, którym chce się robić coś dobrego. Byłem nimi oczarowany. Wyobraź sobie, że to byli Polacy, ale z zupełnie innym podejściem do życia i kontaktów międzyludzkich niż tu, w naszym kraju. Mówili mi, że podczas wizyt w Polsce odczuwają różnicę w energii, w nastawieniu do drugiego człowieka. U nas czasem samo zagadanie, uśmiechnięcie się bez powodu do kogoś, traktowane jest jak zaczepka, coś negatywnego, coś co wywołuje lęk.

Bryndal rece

Dlaczego jesteśmy tacy pozamykani na siebie?
Z powodu kompleksów, które są ugruntowane w nas przez władzę i Kościół. Ciągle nam się wpaja, że jesteśmy czemuś winni, albo że ktoś nas skrzywdził i przeszkadza nam osiągnąć coś wielkiego. Jeżeli nie masz tych kompleksów, nikogo nie obwiniasz za swoje niepowodzenia, tylko masz przekonanie, że to od ciebie wszystko zależy, starasz się być otwarty na wszelkie możliwości. Bo im więcej dajesz, tym więcej dostajesz.

Ale tu też zdarzają się fajni, otwarci ludzie.
Oczywiście. I oni właśnie nakręcają mnie pozytywną energią. Lubię rozmowy z taksówkarzami, którzy mają w sobie pogodę ducha, podobne do mojego spojrzenie na życie. Dużo radości dają mi też spotkania z braćmi i synem. Łączy nas miłość do muzyki, celebrujemy nasze rozmowy. Lubimy spotkać się, zjeść i opowiadać rozmaite historie. A z synem to już w ogóle łączy mnie wyjątkowa więź. Tymek jest artystą i ma ze mną do tego stopnia dobry kontakt, że zdarzało się, że dzwonił w środku nocy i pytał co robię, bo akurat jest fajna impreza na “Barce” i może bym wpadł.

Męskie relacje są dla ciebie ważne?
Bardzo. Pielęgnuję je. Myślę też, że każda męska przyjaźń musi mieć oparcie w czymś konkretnym. Może to być muzyka, którą kochamy, drużyna hokejowa, w której gramy albo której kibicujemy, może być nawet wódka. Ważne, żeby było jakiś czynnik wspólny, wokół którego faceci mogą coś budować. No, ale nic mnie tak nie nakręca, jak kobiety… (śmiech)

W końcu przechodzimy do rzeczy. (śmiech)
Najlepsze zostawiłem na deser. Wiesz, ja jestem z pokolenia, które uwielbia flirt. Nie chodzi o romanse, ale o rozmowy z kobietami, które dają mi niesamowitą, dobrą energię. Czyste endorfiny.

To taki spacer po linie. Ryzykowne czasem.
Oczywiście. Zwłaszcza, że jestem jakoś… (cisza)

Żonaty?
Tak, tak. Zamyśliłem się. (śmiech)

I te flirty przechodzą tak bezkarnie?
Moja żona ma ogromne poczucie humoru i dystans. Jesteśmy razem bardzo długo, kumplujemy się, zgrana z nas para. To jest coś więcej, niż takie po prostu bycie razem. Wiele osób nie rozumie naszego związku, bo jesteśmy dość specyficzni. Ale widujemy się prawie codziennie. Ona jest poukładaną panią mecenas, a ja taki wolny duch, niby showbiznes, ale tak naprawdę to czasem nie wiem co ja w ogóle robię. (śmiech) I ona trochę z przymrużeniem oka patrzy i na mnie, i na to co robię. Ale bardzo wiele jej zawdzięczam i wciąż ją podziwiam.

Bryndal krzaki

A ty potrzebujesz podziwu kobiet?
Jasne. Przecież wszystko co robimy, robimy właśnie, żeby go uzyskać. To jest męskie paliwo, które nadaje życiu sens. Jedną z największych moich życiowych przyjemności jest móc porozmawiać z inteligentną kobietą, która ma jakąś pasję, potrafi o niej opowiadać. Samo przebywanie wśród takich kobiet, jakaś błyskotliwa odpowiedź, porozumienie między słowami daje ogromną energię, satysfakcję i poczucie, że jest się we właściwym miejscu.

Dżentelmen z ciebie.
Staram się żyć według zasady Jana Nowickiego, który powiedział, że mężczyzna powinien ładnie pachnieć, kupować kobiecie kwiaty bez okazji i płacić za nią w restauracji. Chociaż kobiety w tej chwili tak bardzo podkreślają swoją niezależność, że z tym ostatnim miewam niekiedy problemy.

Gdzie spotykasz te ciekawe kobiety?
Nie mam swojego miejsca. Mój kolega chodził kiedyś do kościoła, bo twierdził, że to było bardzo dobre miejsce na podryw. (śmiech) A tak poważnie, to nie mam „napinki” w tym temacie. Różne ciekawe sytuacje i spotkania po prostu się zdarzają. A ja się tak unoszę i czasem ich doświadczam.

Nie lubisz dotykać ziemi?
Kiedyś Piotr Najsztub powiedział mi, że nie da się tak cały czas tylko unosić, czasem trzeba się odbić. Więc od czasu do czasu schodzę na ziemię, a później znów w górę…

Bryndal blisko

Obca ci jest samotność?
Ludziom się może wydawać, że przecież jestem człowiekiem z mediów, występuję na koncertach, mam mnóstwo znajomych. Pewnie ciągle imprezuję, nie wiem co to znaczy być tylko ze sobą. A bardzo dobrze znam ten stan. Mam wąskie grono wspaniałych przyjaciół: moja żona, syn, bracia i moim przyjaciele związani z Domem. Są jeszcze Karolina i Łukasz w Los Angeles oraz oczywiście Kaśka, która czyta wszystko, co napiszę i jest moim wybawieniem. Z nią robiłem pisma literackie i ona pomaga mi w mojej twórczości, jak nikt inny. Jej w tych sprawach bardzo ufam. Ważne by mieć kogoś takiego. Ale nie zmienia to faktu, że bywam samotny. Bo wszyscy jesteśmy bardzo samotni. Wszystkie filmy są o ludzkiej samotności, podobnie większość piosenek i książek. Jesteśmy samotni w walce, w miłości, samotni w naszym zakręceniu. Samotność to podstawa naszego życia. Ja też ją odczuwam.

Jak z nią walczysz?
Wychodzę do ludzi. Ale też staram się przesadnie nie walczyć. Bo jest to niebezpieczne. Wszystkie zabawki i gadżety, o które dziś się zabijamy, wymyślono po to, by zabić samotność i kojarzącą się z nią nudę. Pięknie napisał o tym Josif Brodski, żebyśmy nie ulegali ogólnej tendencji otaczania się milionem rzeczy, które z założenia mają zabić nudę. Bo wpadamy wtedy w jakąś paranoję. Swoją drogą, ostatnio odczuwam taką dość specyficzną samotność, związaną z tym, że nie piję. (śmiech) Spotykając się z ludźmi, zwłaszcza w piątek czy w sobotę wieczorem, czasem trudno jest mi znaleźć z nimi wspólny język.

Postanowiłeś swoim przykładem nawracać znajomych na trzeźwość?
W żadnym wypadku. Ale fajnie jest nie pić. Relacje są dzięki temu prawdziwsze. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy rozpici. W Polsce biorąc pod uwagę ilość całodobowych sklepów z alkoholem, znacznie łatwiej jest kupić wódkę niż chleb. Na każdym kroku mamy sklepy monopolowe i apteki, które mają nas leczyć z kaca. Ale każdy ma swój lot, nie chcę ludzi nawracać.

Wracając do samotności…
Właśnie. Najgorsza jest wtedy, gdy czujesz się nierozumiany. Kiedy jesteś wśród ludzi, którzy nadają na zupełnie innych falach, są źle nastawieni do świata. Gdy czujesz, że żyjesz w mniejszości. Kiedy widzisz, że ludzie popełniają wciąż te same błędy, nie wyciągając wniosków.

Bryndal stoi

Bo mało nas obchodzą inni. No i jesteśmy chciwi.
Ktoś kiedyś powiedział, że nic lepiej nie określa natury ludzkiej, jak ciągłe dążenie człowieka do uzyskiwania nieprawdopodobnych nagród. Na tym polegają wszystkie religie, loterie i randki. (śmiech) No i polityka. Ona też obiecuje mrzonki. Żyjemy w czasach, w których ignorancja jest błogosławieństwem, a ciało stało się świątynią. Większość nie chce zbyt wiele wiedzieć, ale chcą być piękniejsi. Marcin Król bardzo mądrze powiedział w jednym z wywiadów, że na każdym kroku, wszędzie gdzie nie spojrzysz odpowiadają ci na pytanie „jak?” Jak najtaniej polecieć do Londynu, jak zrobić sobie operację plastyczną, ale nikt nie daje odpowiedzi po co. Kościół już ludziom nie wystarcza. Wcześniej to on tłumaczył ludziom po co robić to czy tamto. A teraz potrzebujemy czegoś więcej, często nie znajdujemy odpowiedzi.

A propos „świątyni ciała”. Podobno zrobiłeś sobie operację plastyczną nosa. Rzeczywiście wyglądasz inaczej.
To nie była operacja plastyczna. Już nie chciało mi się pisać do tych wszystkich portali plotkarskich i tłumaczyć, że publikują niesprawdzone informacje. Poddałem się zabiegowi ze względów zdrowotnych. To było żmudne, często bolesne leczenie, które jeszcze się nie skończyło. Ale znacznie lepiej się czuję. Zabieg nie miał nic wspólnego z kultem ciała.

Na zakompleksionego nigdy mi nie wyglądałeś.
Co ty? Przez lata byłem chorobliwie zakompleksiony i wstydliwy. To był koszmar. Pozbyłem się tej nieśmiałości dopiero wtedy, gdy pojechałem do Kanady, czyli gdy miałem prawie 30 lat. Wcześniej nie daj Boże, żebym miał gdzieś publicznie wystąpić. Czasem musiałem, ale bałem się jak cholera. Chyba kabaret, który współtworzyłem był rodzajem terapii, żeby wyleczyć się z ciągłej tremy.

Jesteś facetem po pięćdziesiątce. Czujesz, że dojrzałeś?
Wydaje mi się, że długo dojrzewałem. Dużo też imprezowałem. Nie żałuję tego, bo dzięki temu dziś na wiele spraw mogę spojrzeć szerzej. Wiele już widziałem. Ale to nie znaczy, że czuję się bardzo ukształtowany czy mądry. Nie mądrzejemy z czasem. Nabieramy po prostu doświadczenia, które uczy nas, żeby nie wkładać ręki do ogniska. Ale głupi jesteśmy przez całe życie.


Rafał Bryndal (ur. 1960) – satyryk, autor tekstów, dziennikarz, twórca zespołów kabaretowych, sztuk teatralnych oraz scenariuszy. Był wieloletnim dziennikarzem Radia Zet, redaktorem naczelnym miesięcznika kulturalnego „Bluszcz” i magazynu literacko-kulturalnego „Chimera”. Dużą popularność przyniósł mu udział w programie “Taniec z gwiazdami”. Ma żonę Dorotę i syna Tymona.

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!