Nauka i pasja

Karol Nienartowicz

W wielu przypadkach to mogłoby się skończyć rozwodem

Tą sesją poślubną zachwyciły się największe media w Polsce i zagranicą. Ale wcale nie było łatwo przez 45 dni, w błocie i deszczu, przemierzać tereny pod kołem biegunowym, z ciężkim sprzętem fotograficznym i białą suknią w plecaku. Z Karolem Nienartowiczem rozmawiamy o kulisach niezwykłego projektu.

Rozmawia Anna Jastrzębska
Zdjęcia: Karol Nienartowicz

Podobno obecnie jesteś bezdomny…
(śmiech) Byłem przez chwilę. Teraz już mieszkam w Zakopanem.

Wcześniej mieszkałeś w Gdańsku, choć pochodzisz z drugiego końca Polski – z Jeleniej Góry. Z czego wynikają te przeprowadzki?
Do Gdańska przeprowadziłem się w związku z pracą. I dla Agnieszki, która tam studiowała. Teraz skończyła studia, więc możemy wrócić w góry. Razem z żoną często się przeprowadzamy, lubimy żyć aktywnie.

Jak się poznaliście?
To dosyć kontrowersyjna historia, bo poznaliśmy się w szkole. Byłem jej nauczycielem.

Gdzie? Kiedy?
Uczyłem malarstwa i rysunku w liceum plastycznym w Jeleniej Górze (bo z wykształcenia jestem malarzem). Agnieszka miała wtedy 19 lat, ja byłem świeżo po studiach, jedynie pięć lat od niej starszy. Ale zeszliśmy się, kiedy skończyła szkołę.

Co cię do niej przyciągnęło?
Podobne poglądy na życie, oboje jesteśmy pracowici i zaangażowani w to, co robimy. Chyba to nas do siebie zbliżało. Mamy podobny sposób myślenia, umiemy oddać się całkowicie pasji. To jest dziś, mam wrażenie, zwłaszcza wśród ludzi młodych, dosyć nietypowe. Ja miałem takie doświadczenie, kiedy pracowałem w szkole, że bardzo mało jest osób zaangażowanych, ma jasno postawione cele. Gdy się poznaliśmy, Agnieszka wiedziała, że chce malować, współpracować z galeriami, wystawiać swoje obrazy i robi to. Dążyła do tego, dziś jest malarką, ma liczne sukcesy na koncie, bardzo dobrze sobie radzi.

kn-fot-tomasz-gadomski

 

Starasz się otaczać ludźmi z pasją?
To wychodzi w naturalny sposób. Moi koledzy mają podobnego świra, jeśli chodzi o fotografowanie. Ciągle z nosem w prognozach pogody; gdy są w pracy i widzą, że jest ciekawe światło na dworze, to nie mogą wysiedzieć.

To chyba nie przypadek, że zajmujesz się fotografią pejzażową, na której rzadko pojawiają się ludzie. Lubisz ludzi, czy ci przeszkadzają, gdy pracujesz, podróżujesz, fotografujesz?
Lubię oglądać portrety, ale nie chciałbym się tym zajmować. Wydaje mi się, że to trudna dziedzina, z fotografowanymi osobami trzeba jakoś współpracować. Jednak wolę na ludzi patrzeć z daleka. Zwłaszcza, jak jestem w górach. Nie lubię miejsc zatłoczonych.

To dlatego wybraliście na podróż poślubną koło podbiegunowe, a nie hotel z basenem na Wyspach Kanaryjskich? Tam przecież też dałoby się zrobić piękne zdjęcia. (śmiech)
Jesteśmy ludźmi, którzy raczej unikają prostych rozwiązań. Staramy się wybierać bardziej niestandardowe pomysły na podróże i życie.

07

W Skandynawii w ciągu 45 dni tylko dwa razy nocowaliście w hotelu, poza tym – w namiocie lub aucie. Zabraliście też cały bagażnik jedzenia, ani razu nie zaszaleliście w restauracji. To z oszczędności?
Nie, nawet nie chodzi o to, że nie mieliśmy pieniędzy. Po prostu czulibyśmy się jak frajerzy, wiedząc, że idziemy do restauracji i płacimy 100 zł za jedną osobę. Norwegia jest jednym z najdroższych krajów na świecie i ceny są pięciokrotnie wyższe niż w Polsce. Zwłaszcza jeśli chodzi o produkty żywnościowe. Czyli za coś, co w Polsce kosztuje 5 zł, tam trzeba zapłacić 25 zł.

Natomiast my z żoną już tak podróżujemy wiele lat i zawsze kombinowaliśmy jak najbardziej uciąć koszty tych rozmaitych wyjazdów Wcześniej, parę lat temu, jak jeszcze nie mieliśmy samochodu, podróżowaliśmy na stopa. Zjeździliśmy tak całe Bałkany, byliśmy w Szkocji, w Wiedniu, Paryżu, Luksemburgu. To doświadczenie ucinania kosztów mamy we krwi. Poza tym to przyjemne – podróżować tak tanio. Potem wracamy do cywilizacji, gdzie możemy się najeść, umyć, wyspać. A dzięki temu, że udaje się oszczędzić, to są pieniądze też na kolejne wyjazdy.

Ale czy podróżowanie to też nie poznawanie – nowych smaków itd.?
Żona się tym bardziej interesuje, ja nie przywiązuję do tego wagi. Ja mógłbym jechać i nic nie próbować.

To pewnie trochę schudliście na tym wyjeździe do Skandynawii? (śmiech)
Tak, siłą rzeczy, tyle chodząc, tyle jeżdżąc i żyjąc na walizkach, to oczywiście schudliśmy. Najlepiej było to widać po sukience, która miała bolerko koronkowe, idealnie dopasowane w dniu ślubu. Pod koniec wyjazdu żona już mówiła, że wisi na rękach.

Jak wyglądała logistyka na miejscu? Zabraliście też zapas chusteczek nawilżających na awaryjne mycie?
Wiadomo, to są takie proste sposoby, ale też jeździliśmy na kempingi, gdzie są płatne prysznice. Czasami, chyba dwa razy to się zdarzyło ze względu na pogodę, umyliśmy się w strumyku.

30

Dzisiaj wywiady w programach śniadaniowych i sława. Ale przyznaj, trochę was zmęczył ten wyjazd.
Kiedy przez kilka dni, non stop padało przez 24 godziny, to było w pewnym momencie męczące. Pogoda w Norwegii nas zaskoczyła. Bardziej żona się z tym borykała, bo ja jednak jestem bardziej na te góry nakręcony. Ale rzeczywiście było tak, że zastanawialiśmy, czy nie skrócić trasy, czy nie wracać przez Kopenhagę , czy nie pojechać do Francji na szybko. Różne głupie pomysły mieliśmy. (śmiech) Więc było sporo negocjacji związanych z tym, gdzie jedziemy, czy jedziemy, czy idziemy, czy będziemy chodzić po górach, czy nie.

Polecałbyś taki wyjazd parom, jako element umocnienia związku?
Myślę, że mogłoby się to skończyć w wielu przypadkach rozwodem. (śmiech) Domatorom nie polecałbym na pewno.

Czy po tych wakacjach w Skandynawii musieliście sobie zrobić wakacje?
W drugą część podróży poślubnej pojechaliśmy do Nowego Jorku. Ale też spędzaliśmy czas aktywnie – zwiedzaliśmy, chodziliśmy po muzeach, odwiedzaliśmy drapacze chmur. Choć nie chciałbym tam mieszkać, to miasto jest ciekawe, bardzo różnorodne.

Wrócisz/ wrócicie do Skandynawii?
Ja w ogóle lubię wracać, zwłaszcza do takich krajów jak Ukraina czy Szwajcaria, gdzie byłem wielokrotnie i staram się co roku wracać. Natomiast do Norwegii mam w planie pojechać już w przyszłym roku, jeszcze nie powiem w jakim celu, nie mogę tego zdradzać. Żona się raczej do Norwegii nie spieszy. Ale dała mi wolną rękę – jak bym chciał gdzieś pojechać z facetami, na tak zwaną męską wyprawę, to mam zielone światło.

19

Czy po tym całym szumie w mediach masz już zlecenia na kolejne sesje ślubne?
Tak, pojawiały się takie propozycje. Ale niech ślubami zajmują się ci, którzy są w tym dobrzy. Fotografia ślubna wymaga dużych umiejętności, które trzeba ćwiczyć. Jak zresztą chyba w każdej dziedzinie. Sesje plenerowe mogę czasem zrobić. Natomiast kościół, wesele – nigdy w życiu.

Czyli jak ktoś chce mieć tak niesamowite zdjęcia z podróży poślubnej, jak wasze, to może się do ciebie zgłosić?
Chętnie taką sesję zrobię.

Sesja poślubna to niejedyny z Twoich projektów, które obiegły świat. Na przykład w Trójmieście przez 2 lata dokumentowałeś, jak Polacy odbudowali Gdańsk po zniszczeniach wojennych z 1945 r. Zachwycił się nim brytyjski “Daily Mail”. Jak to robisz?
Jakoś tak się dzieje, że te moje zdjęcia krążą po internecie i są wyłapywane przez zagranicznych dziennikarzy. Mogę się z tego tylko cieszyć, bo mówią, że z fotografii pejzażowej, a już górskiej w szczególności, nie da się wyżyć. A mnie się wydaje, że jak się dąży do celu, ma się odrobinę talentu, dużo się pracuje, to można coś osiągnąć. I w tej, i w każdej innej dziedzinie. Jak ktoś jest w czymś dobry, kocha coś robić, to może sobie ułożyć życie tak, by się tym zajmować. Nawet, jeśli inni nie wierzą, że da się odnieść sukces.

02-1

Kiedy będzie można spodziewać się twoich kolejnych projektów?
W Gdańsku pracowałem przy filmie o Van Goghu – “Loving Vincent”. To pierwszy taki na świecie, animowany, w całości malowany ręcznie farbami olejnymi. Byłem odpowiedzialny właśnie za malowanie.  Film jest już gotowy i wejdzie do kin w przyszłym roku.

A projekty podróżnicze? Co masz teraz w planach?
Chciałbym odwiedzić kraje europejskie, w których jeszcze nie byłem, czyli Islandia, Hiszpania, Portugalia. Chciałbym też wrócić do Włoch, na południe czy do centralnej części kraju. Oraz do Szwecji – tam są chyba najdziksze góry w Europie. Nie myślę na razie o innych kontynentach, bo chcę najpierw poznać miejsca, które mam blisko siebie.

W Zakopanem będziesz pracował na jakimś etacie?
Nie, właśnie zamierzam w ogóle nie pracować. Zamierzam spędzać czas na przyjemnościach, chodzić po górach, robić tam zdjęcia i z tego żyć.


Karol Nienartowicz – od 2003 roku fotografuje góry. Podczas swoich podróży, w ciągu 7 lat, odwiedził ponad 30 krajów. Przez 3 lata mieszkał w Gdańsku, gdzie zajmował się głównie fotografią morską i miejską. Od listopada 2016 r. znów w Zakopanem, gdzie fotografuje pejzaże górskie. Ma na koncie wystawy, publikacje w wiodących mediach w Polsce i zagranicą, a nawet… własne tagi na Pudelku. Mówi o sobie, że lubi się zmęczyć i wstawać wcześnie rano, by oglądać widoki, które inni przesypiają. Ostatnio głośno o jego niezwykłym projekcie – sesji poślubnej zrealizowanej w Skandynawii. Pisał o niej nawet brytyjski “Daily Mail”.

 

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!