Kultura

Janusz Radek

Nie przeraża mnie świat

“Nic nie zastąpi momentu, kiedy zawozisz dziecko do szkoły, patrzysz jak idzie i widzisz w nim małego siebie. Więc te wszystkie kobiety, które teoretycznie mógłbym mieć i te imprezy, na których mógłbym być, będąc singlem, są niewiele warte w porównaniu do tego uczucia.”

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcia: Michał Buddabar

WeMen: Jak ci się tworzy w świecie, który kipi od negatywnych emocji?

JANUSZ RADEK: Bardzo dobrze. Ja w ogóle dobrze się czuję i jako artysta, i jako człowiek. Ale to dlatego, że stworzyłem sobie własny świat. To jest mój sposób, by bez względu na okoliczności móc tworzyć. Wkładam poetyckie okulary i trochę się okłamuję. (śmiech)

Zablokowałeś sobie wszystkie serwisy informacyjne?
Nie. Z tego całego syfu, który się dziś dzieje, trzeba też czerpać wiedzę. Czytam informacje, a później staram się znaleźć źródło, bibliografię tego wszystkiego. To jest konieczne, by móc rzetelnie ocenić doniesienia medialne. I mimo tego wszystkiego, co się tu wyrabia, nie przeraża mnie świat. Nie mam zamiaru się od niego zupełnie izolować. Po prostu przyjmuję do siebie tylko takich ludzi, którzy podobnie do mnie czują, żyją, mają podobny smak. Selekcja sama się tworzy, bo mną na szczęście nie interesuje się nikt, kto nie ceni tego typu wartości co ja. Gromadzę wyłącznie tych, którzy chcą ze mną siedzieć przy wspólnym stole. Od reszty nie muszę się odgradzać.

19212703_362604570809128_1464092866_o

Przecież na twoje koncerty może przyjść każdy. Również ten, który cię zwyzywa spod sceny.
Nie do końca. Bo ja nie gram darmowych koncertów. Żeby mnie posłuchać, trzeba zapłacić za bilet, a to już robi bardzo dużą pozytywną selekcję. Mnie nie zna publiczność, która przychodzi na darmowy koncert z piwem i pod sceną będzie krzyczeć: „Eee, Radek, pokaż dupę!”. Ich nie ma, bo nie gram na „dniach czegoś tam”, gdzie publiczność bywa przypadkowa.

Nie ma cię też na „Pudelku” ani w kolorowych czasopismach.
Bo nie jestem typem skandalisty, a po drugie – tam nie ma mojej publiczności. Więc dla kogo mam tam być?

19243493_362604374142481_1864799891_o

Gardzisz tymi, którzy słuchają Zenka Martyniuka?
Oczywiście, że nie. Każdy ma prawo słuchać tego, czego chce. Nie wytykam palcami publiczności disco-polo, ani publiczności „celebryckiej”, ani żadnej innej. Być może wielu ich fanów jest bardzo fajnymi ludźmi. Ja mam swój świat i publiczność, która ze mną jest, bo ceni moją muzykę. Inną sprawą jest to, że gwiazdy disco-polo, to najczęściej wysokiej klasy biznesmeni. Wiedzą jak zarządzić swoją karierą, by dobrze zarabiać, na dość dużym rynku tzw. „muzyki chodnikowej” i to jest OK. Ale wkurzają mnie muzyczni hochsztaplerzy wykorzystujący medialne bon moty i udający, że robią „prawdziwą” muzykę. I jak pojawia się na przykład hejt na księży, to się pisze o tym piosenkę i na nich jedzie. Wszystko jest tam jeden do jednego, zero miejsca na metaforę, poetykę. Nie wierzę przy tym w mit niezależnego Artysty. W wielu przypadkach to jest czysty marketing.

Może tak mówisz, bo chciałbyś zarabiać tyle co oni? Możesz utrzymać się z muzyki, czy jesteś bardziej na garnuszku żony, która jest prawnikiem?
Żartujesz? Te mity o zarobkach sędziów… Daj spokój. Oczywiście, że utrzymuję się z muzyki. Gram za bilety. Nie gram 30 imprez w lato, tylko 80 w całym roku.

Na co najbardziej postawiłeś w życiu?
Może to banalne, ale tak naprawdę w życiu najlepiej wyszły mi dzieci. Kiedy patrzysz na swoje dzieci, widzisz siebie i jeszcze te dwa kroki do przodu. Tę przyszłość i nadzieję. Mam 49 lat i wyrosłem ze społeczeństwa, które ceni rodzinę. Oczywiście bycie z kimś i funkcjonowanie w tej małej grupce nie jest łatwe. Jest trudniejsze niż bycie samemu. Ale kiedy jesteś sam, nie czujesz siebie do końca. Dawanie to jest coś fantastycznego. A we wspólnocie rodzinnej musisz dawać i to cię uszlachetnia. Oczywiście nie jest tak, że czasem nie mam dość, nie jestem zmęczony i nie myślę: „jak ja bym ich wszystkich wysłał w kosmos”. (śmiech) Bywają momenty, że cieszę się jak dzieciak, gdy żona i córki wyjadą, a ja przez dwa tygodnie zostaję sam na sam z pianinem. Ale nic nie zastąpi tego momentu, kiedy zawozisz dziecko do szkoły, patrzysz jak idzie i widzisz w nim małego siebie. Więc te wszystkie kobiety, które teoretycznie mógłbym mieć i te imprezy, na których mógłbym być, będąc singlem, są niewiele warte w porównaniu do tego uczucia.

19250014_362604394142479_1200798555_o

Wierzysz w dobrą przyszłość dla swoich córek?
Moje dzieci są już z pokolenia osób, które mają szansę na mądre życie, na przyjmowanie wiedzy i zdobywanie jej w sposób nieograniczony. Mogą być naprawdę nowoczesnymi ludźmi.

Nawet w obecnej sytuacji politycznej?
Niezależnie od tego jaki jest kolor rządzących, w Polsce nadal funkcjonuje myślenie, że można rządzić ludźmi, ponieważ oni są głupi, nieprzystosowani do rządzenia i nie przejmą od nas władzy. A przecież w naszym kraju doszło do ogromnych przemian, również intelektualnych i ludzie są już na tyle dojrzali społecznie, że nie dadzą sobie wcisnąć każdej głupoty. Oczywiście pewna część społeczeństwa wybrała obecną władzę, ale to tylko część, wcale nie większość. Ja się skupiam na moich dzieciach i jeśli każdy Polak zrobi to samo, czyli będzie dbał o to, żeby jego dzieci miały wpojoną świadomość, że muszą być silne (a ta siła drzemie w ich umiejętnościach, edukacji, talentach), to żaden Jarek, czy inny po nim, nie zrobi z nich idiotów.

W twojej najnowszej płycie „Poświatowska/Radek. Kim Ty jesteś dla mnie?” słychać wiarę w człowieka.
Pisząc piosenki staram się zaszczepić w ludziach tę moją postawę życiową, która wyraża się wiarą w to, że człowiek jest fajny, że jest wolny. Dla mnie Halina Poświatowska to właśnie symbol wolnego człowieka. Kobieta niezwykle oczytana, inteligentna, znająca języki. Bardzo silna, mimo ograniczeń wynikających z choroby. I ją stawiam za wzór moim córkom. Mówię im: „bądźcie jak ona i wtedy żaden „wąs” wam nie podskoczy”.

19204843_362604644142454_1626802652_o

Twój artystyczny romans z Poświatowską trwa już wiele lat. Nie jesteś już nią zmęczony?
Poświatowska cały czas jest dla mnie inspiracją. Ciągle odkrywam w jej tekstach coś nowego. Te obserwacje przekładają się na współczesny świat, na moje życie rodzinne. Zobacz, mieszkam z trzema kobietami i doskonale widzę, że we wszystkich zmianach społecznych w tym kraju kobiety mają znacznie większą dynamikę niż faceci. Macie więcej do zdobycia, a wygrywa ten, komu się więcej chce i się nie boi. Moja 18-letnia córka nie ma kompleksów i blokad. Jeśli w coś wierzy, to robi to. Więc jak w takiej sytuacji społecznej Halina Poświatowska miałaby się zestarzeć? Przecież ona jest wzorem również dla tych, którzy dziś budują społeczeństwo obywatelskie, protestują, idą na marsze, szukają alternatywnych dróg edukacji, bo to, co słyszą w szkole nie zawsze jest wystarczające. Patrzę na moją córkę, która najpierw była na „Czarnym Marszu”, a później potrafiła się zorganizować z kolegami z liceum i poszli pod Narodowy Teatr Stary dawać wsparcie Janowi Klacie i jestem z niej dumny.

Masz też ośmioletnią córkę. Co jej mówisz, żeby czuła się pewna siebie i silna?
Uczę ją, że nie musi kupować koleżankom lizaków, żeby ją lubiły, że nie musi być zawsze dla nich miła. Ale dobrze by było, żeby wiedziała w życiu coś, co zainteresuje innych. By miała pasję. Wtedy będzie ciekawa dla ludzi. Wtedy będą chcieli z nią przebywać. Staram się obudzić w niej pęd do wiedzy.

A mówisz jej jakiej ma słuchać muzyki?
Przyznaję, że jestem radykalny w odcinaniu jej od śmieciowych utworów. Namawiam ją, by nie słuchała fast foodów muzycznych, popularnych wśród jej koleżanek, bo to psuje jej smak i gust na wartościowe treści. Oczywiście nie zabieram jej słuchawek i nie odłączam internetu, ale pokazuję jej prawdziwych artystów. Nie chcę, by moje dziecko od małego nasiąkało prostacką papką z komercyjnych stacji radiowych.

Wracając do twojej twórczości. Wymyśliłeś nowy format kontaktu z publicznością. Urządzasz „domówki”, czyli mini koncerty, na które przychodzisz w szlafroku i kapciach. Na „domówki” może przyjść kto chce, a w dodatku to idzie na żywo na Facebooku. Nie obawiasz się, że schodząc z piedestału artysty, którego się podziwia tylko na scenie, robisz się za bardzo „swojski”?
Chcę iść w taką bliskość z odbiorcą. I nie chodzi przecież o to, żebym z każdym był znajomym do poklepywania po plecach. Śpiewam po prostu o tych samych rzeczach, które dostrzegam codziennie, które bolą, które we mnie siedzą. Artysta, według mnie, to nie ma być ktoś wyabstrahowany, dziwny, na siłę inny. Nie chcę śpiewać w szablonach, wiecznie o tym samym, żeby tylko się sprzedać. Nie dałbym rady śpiewać ciągle o tym, że jemu serce pękło, bo ona go rzuciła i on na to: „wróć, wróć, wróć, wróć”. (śmiech) Polski rynek muzyczny funkcjonuje na zasadzie dbałości o reklamę, a nie o piosenkę. Ja się nie umiem w to wpasować, wolę być sobą, typem, który śpiewa o tym, co naprawdę zna, czuje i jest rzeczywisty, realny, a nie artysty, z którego się wyrasta po jednym sezonie, jak z krótkich portek.

19212916_362604557475796_113139279_o

Jaki był najtrudniejszy moment w twojej karierze?
Dwa lata temu, gdy zmieniłem management. To był czas kiedy nie widziałem o co mi chodzi, co dalej mam robić. Teraz wiem, że trzeba naprawdę wiedzieć czego się chce i się tego trzymać. Nie oszukiwać siebie samego co do intencji, jakie się ma. Ja w pewnym momencie zgubiłem swoje i straciłem wyczucie siebie. Myślałem, że mogę śpiewać coś innego, trochę pobłądziłem, ale już wróciłem i jest mi dobrze.


Janusz Radek (ur. 1968) – obdarzony niezwykłym głosem i wielokrotnie nagradzany polski wokalista, muzyk i aktor teatralnych inscenizacji muzycznych. Karierę zaczynał od poezji śpiewanej. Był jednym z solistów Tryptyku Świętokrzyskiego Zbigniewa Książka i Piotra Rubika. Wydał 9 solowych płyt. Najnowsza, z 2017 roku, to “Poświatowska/Radek – Kim Ty jesteś dla mnie”. Jest absolwentem historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ma żonę i dwie córki: Zuzannę i Anielę. Mieszka pod Krakowem.

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!