Kultura

Sławek Uniatowski

Jeszcze nie wystartowałem w tym wyścigu

“Marzę, by zostać zapamiętanym. Nie miałem jeszcze okazji pokazać prawdziwego siebie, ale to się zmieni, gdy wydam ten mój wyczekany album. Ludzie pytają czy dostałem od życia drugą szansę. A przecież nie miałem jeszcze tej pierwszej.”

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcia: Michał Buddabar

WeMen: Niektórzy artyści żyją długie lata po swojej śmierci. Mówię tu nie tylko o Franku Sinatrze, do którego jesteś ciągle porównywany, ale o Zbigniewie Wodeckim, Chrisie Cornellu, którzy właśnie odeszli, a jestem przekonana, że ich muzyka przetrwa. Geniusze czy szczęściarze, którzy wpasowali się w ponadczasową modę?

SŁAWEK UNIATOWSKI: Muzyka takich ludzi jak Zbyszek Wodecki czy Frank Sinatra przetrwa, bo potrafi przenieść człowieka w miejsce, w którym jest po prostu piękniej. Brakuje mi tych artystów, ale Zbyszka będzie mi brakować najbardziej, bo miałem szczęście znać go osobiście. Jego śmierć to ogromna strata. Było wielu geniuszy muzycznych, ale do tego, by być zapamiętanym trzeba mieć też umiejętność przekazywania emocji. Jak sama pewnie słyszysz, nie każdy zdolny muzyk potrafił chwycić za serce, za twarz. Za to każdy z tych muzyków, o których wspomniałaś, potrafił chwytać publiczność co najmniej na te dwa sposoby. A to już wystarczająco, by stać się ponadczasowym.

Na pewno myślisz o tym jak będzie z twoim pierwszym albumem, na który tak długo czekasz. Czy przetrwa, czy nie znudzi się ludziom po jednym sezonie…
Staram się przekazywać emocje i pisać muzykę, która jest zgodna z moją wrażliwością. Być może dlatego tak długo muszę czekać na ten album, ale przynajmniej wiem, że jestem szczery w tym, co zaprezentuję ludziom. A bez artystycznej szczerości twórca nie przetrwa. Moim marzeniem i głównym celem jest zostać zapamiętanym. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze nie wystartowałem w tym wyścigu. Moja prawdziwa kariera zacznie się od autorskiego albumu, nad którym pracowałem przez ostatnie 11 lat. Gram z różnymi artystami, ale nie miałem jeszcze okazji pokazać prawdziwego siebie. Ktoś kiedyś zapytał mnie, czy dostałem drugą szansę, a ja przecież że nie miałem jeszcze tej pierwszej. (śmiech)

03970004

Czyja muzyka cię niesie? 
Nośność to piękne słowo w odniesieniu do muzyki. Czasami niesie mnie groove, innym razem natchnie coś bardziej osobistego. Z polskich wykonawców inspirują mnie: Andrzej Zaucha, Zbigniew Wodecki, Krzysztof Komeda, Ewa Bem, Grzegorz Turnau, Jerzy Kilar. Kocham polski jazz, instrumentalistów. Jest tylu genialnych, że nie sposób wszystkich wymienić. Ale na pewno jest wśród nich Tomasz Stańko. Kocham jego trąbkę. Podobne wrażenie robi na mnie Tomasz Szukalski, niesamowity saksofonista.

A zagraniczni idole?
Oczywiście Frank Sinatra, Tony Bennett, Chet Baker, Freddie, Elton, Billy Joel, Carpenters, Pink Floyd, Ennio Morricone, Alexandre Desplat. Bardzo lubię muzykę filmową, klasyczną. Często wracam do jakiegoś artysty i wałkuję całą dyskografię od samego początku.

Mówi się, że twórczość, w której nie idzie się na zgniłe kompromisy, to jest “koryto krwi”. Zwątpienia, brak pieniędzy, momenty załamania. Jesteś na rynku muzycznym od 12 lat, a ciągle czekasz na swój debiutancki album. Myślałeś, żeby zmienić zawód?
Miałem propozycję nagrywania rzeczy, które w moim odczuciu nie miały wartości. Nie poszedłem na taki kompromis i dzięki temu zapewniłem sobie dużo wolnego czasu, w którym napisałem około dwustu piosenek. Oczywiście w tym okresie były momenty zwątpienia, ale to już czasy zamierzchłe. Teraz skupiam się na pozytywach. Mam dookoła ludzi kipiących dobrą energią, wspaniałych muzyków. W tym gronie świetnie się rozumiemy.

03960002

Czego nauczyły cię te trudne lata?
Przede wszystkim pokory. Dziś wiem, że to nie tylko cecha szlachetna, ale też bardzo pomocna w życiu. Życiowe kryzysy nauczyły mnie też wiary w swój szósty zmysł. Możliwe, że gdybym ufał tylko sobie, własnej intuicji w momentach zwątpienia, byłbym dziś już znacznie dalej.

Czujesz, że kawał życia zawodowego przeleciał ci przez palce?
Nie skupiam się na tym. Podobno życie zaczyna się po trzydziestce, więc the best is yet to come! (śmiech)

No tak, niedawno miałeś 33. urodziny. Wiek chrystusowy. Pierwszy moment kiedy mężczyzna robi poważny życiowy bilans. Twój wychodzi na plus?
Co jakiś czas robię sobie rachunek sumienia, więc to nie jest mój pierwszy raz. Zaliczyłem wzloty i upadki, ale ostatnio jestem na wzlocie. Warto robić sobie od czasu do czasu takie życiowe podsumowania. Mnie to pomaga. Na przykład dzięki temu ostatniemu, kiedy już sobie to wszystko podliczyłem, wyszło na to, że mogę trochę odpocząć. (śmiech)

03960010

Boisz się o przyszłość? Pomimo stromej drogi uparcie trzymasz się bardzo trudnej branży.
Boję się, ale nie panicznie. Wiem, że emerytury mieć nie będę, więc muszę na nią sam odkładać. Robię wszystko, żeby nie być złej myśli, żeby pesymizm nie odbierał mi odwagi i realnego spojrzenia na to, co mam. A przecież mam niemało. Za rok, gdy będę miał już na koncie wydaną płytę, będę spokojniejszy. Ale generalnie wszystkie moje strachy staram się obracać w żart. Taka moja natura. Dużo się śmieję, a ostatnio częściej niż kiedykolwiek. Jestem pogodnym człowiekiem.

03970002

Przeszedłeś ogromną fizyczną metamorfozę. Znajomi z dawnych, toruńskich czasów jeszcze cię poznają?
Raczej tak, bo 201 cm wzrostu robi swoje. Co by nie mówić, należę do tej nefilimskiej mniejszości naszej populacji. (śmiech) 

Podporządkowujesz teraz życie pracy nad byciem fit?
Cztery lata temu podjąłem decyzję, że biorę się za siebie i do dziś traktuję to poważnie. Trenuję dużo, 5 dni w tygodniu, zdrowo się odżywiam. Prawda jest taka, że siłownia to teraz mój drugi dom. Ale to dla mnie przyjemność, nie katorga. Mój trener ciągle opowiada mi jakieś zabawne historie. Mam wrażenie, że sześciopak robi mi się sam od śmiechu. Prosta sprawa. Polecam Adasia!
15290003

Nie boisz się, że zostaniesz zaszufladkowany jako ten “piękny chłopiec”?
Nie, lubię siebie takim, jakim jestem teraz. Ważę 105 kilogramów i mam 2 metry wzrostu. Chłopcem nie czuję się od dawna, chociaż czasami nim bywam, jak każdy facet. Ale fizyczna zmiana rzeczywiście niesie za sobą różne, zaskakujące czasem konsekwencje. Na przykład ludzie, którzy wcześniej nie podawali mi ręki, teraz uśmiechają się i zagadują. Z jednej strony to fajne, z drugiej bardzo przykre. Zacząłem ćwiczyć, żeby być zwinniejszym, szybszym, silniejszym i pewniejszym siebie. Mięśnie, sylwetka to efekt uboczny. A wygląd chyba pomaga, bo mam okazję rozmawiać z teraz z tobą. (śmiech)


Sławek Uniatowski (ur. 1984) – polski wokalista, kompozytor, autor tekstów, multiinstrumentalista o niezwykłym głosie. Miał 5 lat, gdy rozpoczął samodzielną naukę gry na instrumentach klawiszowych. W wieku 13 lat zaczął grać w toruńskich zespołach. Na ogólnopolskiej scenie muzycznej pojawił się 12 lat temu, kiedy zajął drugie miejsce w telewizyjnym talent show “Idol”. Od tego czasu nagrywa i występuje z wybitnymi artystami, m.in. z Marylą Rodowicz (z którą nagrał piosenkę “Będzie to co musi być”), czy Davidem Fosterem. Genialnie wykonuje utwory Franka Sinatry.

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!