Kultura

Michał Czernecki

Pokusom ulegałem

“Już nie karzę się poczuciem winy za każdy popełniony błąd. Robiłem to przez wiele lat, ale przestałem. Bo inaczej nie da się iść do przodu. Mój tata w podobnej sytuacji nie wybaczył sobie i zmarł. Poczucie winy wyssało z niego życie.” 

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcia: Michał Buddabar

WeMen: Wiesz które dwa miasta od kilku lat walczą o palmę pierwszeństwa wśród najbardziej obciachowych?
MICHAŁ CZERNECKI: Tak. (śmiech) Radom i Sosnowiec.

Ja jestem z Radomia, ty z Sosnowca. Czyli mamy kameralny zlot nieudaczników. Wstydzisz się tego skąd pochodzisz?

Absolutnie nie. Urodziłem się w Sosnowcu, ale mieszkałem też na przykład w Krakowie. I to nie jest miejsce, gdzie mógłbym żyć na stałe. Wyprowadziliśmy się z Krakowa z pełną świadomością tego, co robimy. Swoją drogą ciekawe, że o to zapytałaś, bo właśnie zaczęliśmy z żoną myśleć, że być może trzeba będzie wyprowadzić się z Będzina. To dla mnie trudna decyzja, bo związuję się z miejscami. Tak było kiedyś z Sosnowcem, teraz z Będzinem. Ciężko znaleźć sobie nowe miejsce do życia gdy się ma 40 lat.

21123303_390632888006296_664313360_o

To dlaczego chcecie się wynieść z Zagłębia?
Żeby być razem. Mamy dość życia w rozjazdach. Być może trzeba będzie zamieszkać w Warszawie. 15 lat naszego małżeństwa nosi w sobie historię nieustannej samotności.

Podobno dzięki regularnym rozłąkom temperatura w związku nie spada.
Tak, ale tylko wtedy, gdy ma to rozsądne proporcje. Kiedy się zaburzają, relacja na tym cierpi. Trudno jest być mężem i ojcem na odległość.

Jesteś typem, który zapuszcza korzenie?
Tak. I nawet w takim dosłownym wymiarze grzebania w ziemi. Chociaż jestem chłopakiem z bloków i nie wyniosłem z domu tradycji zasadzenia drzewa w ogródku, chcieliśmy z żoną posadzić takie drzewa dla naszych synów. Wyszła z tego ciekawa historia. Gdy urodzili się chłopcy mieszkaliśmy w bloku, więc posadziliśmy te dwa drzewa: wiąz i klon na działce teściowej. Wiąz okazał się karłowaty, nic z niego nie wyrosło, a klon też się nie przyjął. Gdy po jakimś czasie wzięliśmy kredyt i kupiliśmy własny dom, okazało się, że na jego działce rośnie właśnie wiąz i klon. Dom sprzedał nam mój kolega ze szkoły, którego synowie są w takim samym wieku jak moi. Te dwa drzewa w ogrodzie były zasadzone dokładnie w tych latach, w których urodziły się moje dzieci. Takie historie skutecznie leczą mnie z myślenia, że rzeczy w naszym życiu dzieją się przypadkowo.

A w co ty wierzysz?
Mój dom nie był przesadnie religijny. Mam wrażenie, że religia była do niego jakby doklejona. Mój ojciec zmarł kiedy byłem nastolatkiem. Nie dostałem od niego religijnego wzorca. Ale ten brak był dobrą przestrzenią do wypełnienia. Nie jestem wierzący w rozumieniu polsko-katolickim, ale bardzo rozwijam swoją duchowość. Wierzę w to, że jest jakaś wielka świadomość, która działa celowo. Otuchy dodaje mi myśl, że świat porusza się w wyznaczonych torach i z nich nie wypadnie. Bliska jest mi też idea reinkarnacji. Myślę, że w każdej religii, w każdym systemie filozoficznym jest jakaś cząstka prawdy, a ja wybieram takie, które są mi potrzebne do duchowego rozumienia świata.

21169490_390632804672971_587728336_o

Jesteś osobą bardzo relacyjną. Kto cię tego nauczył?
Moja żona. Zanim ją poznałem byłem zamkniętym w sobie, nieufnym człowiekiem. Jako nastolatek długo zastanawiałem się czy w ogóle żyć. Czy się zaangażować w to życie, czy nie.

To dlatego, że tak wcześnie straciłeś ojca?
Myślę, że tak, choć kilka innych rzeczy też się na to złożyło. Wychowałem się w rodzinie, w której dopiero w ciągu ostatnich kilku lat udało mi się zbudować dobre relacje. To żona nauczyła mnie budowania bliskości, dając narzędzia do rozpoznawania i nazywania emocji. Tego z własnego domu nie wyniosłem. Myślę też, że szkoła teatralna była mi potrzebna do tego, żebym zaczął się orientować w tym co w ogóle czuję. Jako dziecko czy nastolatek odczuwałem emocje, ale potrafiłem je rozpoznawać w bardzo ograniczonym wymiarze. Mogłem powiedzieć, że czuję się dobrze albo źle, ale niuanse już dla mnie nie istniały. Dziś mówię swoim synom: „widzę, że się złościsz, że jesteś smutny”. Uczę ich rozpoznawania tego, co czują. Moi rodzice nie mieli takich narzędzi. Dlatego jako młody człowiek uczyłem się świata z pozycji intelektualnej. Teraz kiedy mam prawie 40 lat można powiedzieć, że zszedłem niżej, do poziomu serca.

Jak udaje się wam utrzymać udany związek przez tyle lat? Twój zawód nie sprzyja budowaniu trwałych relacji.
To prawda. Ale trzeba odróżniać miłość od zakochania. Zakochanie czy fascynacja może przytrafić ci się wiele razy w życiu i nie musi dotyczyć twojego stałego partnera. A miłość to ciąg wyborów, które podejmujesz latami. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że miłości nie możesz założyć a priori, możesz ją stwierdzić tylko post factum.

I jesteś odporny na pokusy?
W moim zawodzie mam ich dużo. I nie będę się wybielał, że nigdy im nie ulegałem. Nasze małżeństwo jest doświadczone, mamy trudne chwile za sobą. Dziś wiem, że w podobnych sytuacjach zachowałbym się inaczej, ale wtedy nie umiałem. Dopiero teraz, kiedy mam prawie 40 lat myślę, że nasze małżeństwo zaczyna się na dobre. Popełniliśmy mnóstwo błędów jako rodzice, małżonkowie, w ogóle jako ludzie. Ale skoro jest tak, że przetrwaliśmy, to znaczy, że nasz związek jest bardzo silny. Że jest dla nas najważniejszy.

Wytrenowałeś sobie silną wolę?
Dziś zanim coś zrobię, myślę o konsekwencjach. Kiedyś zmarnowałem sporo czasu na picie i imprezowanie. Dziś nawet jeśli mam ochotę napić się alkoholu, to robię to świadomie i biorę na siebie konsekwencje tego, co się będzie działo następnego dnia. Czyli krótko mówiąc przestałem mówić sobie: „a chuj, jakoś to będzie”. Oczywiście nie oznacza to, że „stare programy” nie działają. Dalej mam wgrane dawne reakcje, utarte matryce postępowania, ale odkąd jestem tego świadom, mogę nad tym zapanować. I trzeba też umieć sobie wybaczać. Ja to robię, już nie karzę się poczuciem winy za każdy popełniony błąd. Poczucie winy towarzyszyło mi przez wiele lat, ale przepracowałem je i skończyłem z tym. Bo inaczej nie da się iść do przodu. Mój tata w podobnej sytuacji nie poszedł do przodu i to wyssało z niego życie. Zmarł w wieku 52 lat na nowotwór i myślę, że on po prostu nie miał siły żyć. Wziął na siebie jakąś nieswoją historię i poczucie winy doprowadziło go do całkowitej rezygnacji z siebie.

21146845_390632841339634_1221280128_o

Jako nastolatek dwa razy próbowałeś się zabić. Jak dziś radzisz sobie z lękiem? Nadal dużo go w tobie?
O wiele mniej. Kiedyś bałem się wszystkiego. Jako dziecko miałem ogromne poczucie winy, że nie mogłem zapobiec śmierci ojca. Jeśli rodzic nie zdejmie z dziecka takiej odpowiedzialności, to ono będzie ją niosło. A jeśli jako dorosły nie przepracowałbym tego ciężaru, to w naturalny sposób przerzuciłbym go na swoje dzieci. Tego nie chciałem. Dlatego teraz, po wielu terapiach, czuję się wolny. Nawet kiedy myślę o śmierci, nie czuję strachu, ale raczej ciekawość jak to będzie.

A myślisz, że jest coś dalej?
Tak. Dlaczego mielibyśmy sobie dowalać myślami, że nie ma nic? I tak nikt tego nie wie. Mnie otuchy dodaje myśl, że jednak coś jest.

Boimy się unicestwienia, ale chyba bardziej zerwania relacji z bliskim człowiekiem, które niesie śmierć. Kiedy ty wyobrażasz sobie, że umrzesz, myślisz, że spotkasz się ze swoim ojcem?
Nie. Myślę, że to spotkanie nie jest mi potrzebne, bo on jest obecny cały czas. Jest częścią mnie, częścią mojego syna. I to nie chodzi o geny. Co zresztą w naszej rodzinie jest bardzo znamienne, bo gdy miałem 20 lat dowiedziałem się, że mój ojciec nie był synem tego człowieka, który dał mu nazwisko. Ukrywano to w rodzinie bardzo długo. Dowiedziałem się, że moja babcia zaszła w ciążę z mężczyzną, którego poznała będąc zesłaną na roboty do Niemiec w czasie wojny. Ją zwolnili, a on tam został. Po wojnie babcia na niego czekała. On obiecał się odezwać, napisać. Nie zrobił tego, więc babcia w końcu porwała jego jedyne zdjęcie na oczach kuzynki. A on nie pisał, bo zginął. Gdy poznałem tę historię byłem zszokowany, bo jako dwudziestolatek dostałem perspektywę białej plamy w swoim drzewie genealogicznym. A wracając do myśli o śmierci, to oczywiście przychodzą czasem, bo śmierć jest wokół nas. Umierają ludzie w moim wieku, więc dociera do mnie, że nie jest to temat odległy. Poza tym zawsze gdzieś te myśli były blisko z powodu śmierci ojca.

Robisz sobie od czasu do czasu jakieś podsumowania, rachunek sumienia?
Tak.

Wychodzi z tego jakiś konkret?
Chociażby taki, że wiem już, że nie powinienem chodzić na zgniłe kompromisy. Jeśli podejmuję jakieś decyzje z poziomu serca, to nawet jeśli są one ryzykowne, ostatecznie wychodzą na plus. Tak było w przypadku mojego odejścia z Teatru Dramatycznego. Bardzo się tego bałem. I samej rozmowy z dyrektorem i tego, że odchodzę nie mając nic w zamian. Ale wewnętrznie czułem, że muszę to zrobić, bo kontynuowanie pracy w tamtych warunkach mi szkodzi. I kiedy ostatecznie zrobiłem to, z jednej strony wracałem do domu w poczuciu totalnej ulgi i radości, ale zaraz uświadomiłem sobie, że w najbliższym czasie mam zakontraktowany tylko jeden dzień zdjęciowy. Zacząłem się bać. Ale za kilka dni telefon zaczął dzwonić. Pojawiły się propozycje pracy. I do dziś dzwoni. Uważam, że jeśli wejdziesz w swoich decyzjach na ścieżkę serca, przestaniesz wyłącznie kalkulować i ciągle się bać, to świat na to pozytywnie odpowie.

21146667_390632851339633_1648761127_o

Masz teraz jakieś marzenia zawodowe?
Czasem myślę, że może wszystko co najlepsze już za mną, na przykład w pracy w teatrze. Przestałem mieć konkretne marzenia o rolach. Raczej marzę o tym, żeby praca dała mi takie bezpieczeństwo finansowe, że przestanie być wymówką przed zajmowaniem się sprawami najważniejszymi: czyli byciem mężem i ojcem. A czy to będzie praca w telenoweli, czy w serialu premium, filmie czy teatrze, jest dla mnie drugorzędne. Chciałbym po prostu takich lat, żebyśmy nie musieli martwić się o to jaka będzie zima. Nie jest tak źle, żeby bać się o to czy będziemy mieli co jeść, ale mam za sobą wiele lat myślenia o tym czy nasz budżet rodzinny się zapnie, czy będziemy musieli znów pożyczać pieniądze. Jestem tym już bardzo zmęczony.

Dlatego porzuciłeś teatr dla seriali?
Irytują mnie takie nieodpowiedzialne głosy, że jak aktor ma etat w dobrym teatrze, to powinien pracować wyłącznie tam. Odrzucać propozycje telewizyjne, tylko tworzyć wielką sztukę. Ja się z tą tak zwaną wielką sztuką zetknąłem i myślę, że w wielu przypadkach to czysta hochsztaplerka. Ktoś cię zaprasza do tworzenia sztuki, a hipokryzja polega na tym, że on ma z tego kolosalne zyski, a ty pracujesz za grosze.

Wracając do twojej rodziny, średnio jedną trzecią roku spędzacie osobno, bo wyjeżdżasz w różne miejsca na zdjęcia. Trudno ci po powrocie wejść w tę domową dynamikę ?
Raczej nie, ale popełniałem kiedyś błąd polegający na tym, że wracając z planu i będąc nakręcony nowymi znajomościami, opowiadałem o tym żonie. Że ta osoba jest taka, a że poznałem takie jej historie… Żona powiedziała mi kiedyś: „Nie chcę o tym wiedzieć, nie wnoś tego do naszego domu, bo w niczym nam to nie pomaga, a jedynie nas obciąża. Wiem, że to jest twoja praca i musisz budować relacje na planie, ale nie przynoś nam tego.”. Dziś wiem, że miała rację. Takie rzeczy trzeba umieć zachować dla siebie.

I pilnować się, bo o romanse na planie łatwo.
Dlaczego aktorzy romansują? Bo w krótkim czasie musimy wytworzyć na planie iluzję bliskości z drugą osobą i to tak, żeby było wiarygodnie. Poznajesz kogoś i za dwie godziny musisz zagrać z nim scenę pełną namiętności, w którą widz ma uwierzyć. Aktorom często jeden plan zaczyna nakładać się na drugi i już nie wiesz czy to jest prawda czy nie. I później po iluś dniach zdjęciowych możesz czuć coś w rodzaju bólu fantomowego. Nagle ci tej osoby zaczyna brakować, niby wracasz do swojego życia, ale trochę cię denerwuje, że nie ma już tej relacji. Ja teraz robię tak, że na wstępie wnoszę pewną deklarację i mówię wprost partnerce na planie: „Słuchaj, wytworzymy jakąś bańkę emocjonalną i musimy uważać, żeby nam się to nie zaczęło mieszać.”. I jak to robisz świadomie, to unikasz wejścia w iluzję.


Michał Czernecki (ur. 1978) – aktor teatralny, telewizyjny i filmowy. Absolwent krakowskiej PWST. Grał m.in. u Krystiana Lupy, Andrzeja Wajdy, Przemysława Wojcieszka, Mai Kleczewskiej i Xawerego Żuławskiego zachwycając rolą Lewego w “Wojnie polsko-ruskiej”. Bardzo chętnie obsadzany w serialach. Ostatnio w “Wojennych dziewczynach”, “Uchu prezesa” i najnowszym serialu TVN “Diagnoza”. Żonaty, ma dwóch synów.

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!