Kultura

Marek Bukowski

Warto się bić o coś takiego

“To nasz serial i podpisujemy się pod nim niezależnie od przesadzonego hejtu czy egzaltowanych zachwytów. Każdego, kto chce się zmierzyć na argumenty – zapraszam. Każdy, kto chce zrobić lepiej i mądrzej – niech siada do komputera i pisze. Każdemu wolno.”

Rozmawia: Monika Sobień
Fotografuje: Anja Choluy

WeMen: Pogadajmy o „Najdłuższej nocy” i „Belle Epoque”.
MAREK BUKOWSKI: Ostatnio nic innego nie robię.

No to mów. Tylko coś innego, niż powiedziałeś już wszystkim.
Nie ma mowy. Chyba, że wyłączysz dyktafon. (śmiech)

Nie wykręcisz się okrągłymi zdaniami. Podoba ci się to, co widzisz w TVN-ie w środę o 21:30?
Odczuwam rodzaj satysfakcji.

A czym konkretnie jesteś usatysfakcjonowany?
A tym, że w Polsce w ogóle udało się taki serial napisać, zaproponować stacji telewizyjnej i że został on zrealizowany. Napisaliśmy ten serial , bo to nasza pasja, bez żadnych oczekiwań. Znam dobrze realia tego rynku – nikt rozsądny nie siada nawet do pisania tego typu projektów: XIX wiek, kostium, epoka… To się nie mogło udać – za drogo! A jednak się udało. Oczywiście nie ustrzeżono się licznych błędów, ale wydaje mi się, że jest to nieuniknione. Przez dwadzieścia lat nie robiło się w Polsce tego typu seriali. U nas stawia się głównie na projekty niezbyt skomplikowane, banalne seriale telewizyjne, które przyzwyczaiły realizatorów do braku dbałości o szczegół, do pewnej dezynwoltury w podejściu do tematu, taśmowej produkcji. Do robienia jak najszybciej i jak najtaniej.

Jak duży miałeś wpływ na to, co ostatecznie widzimy w telewizji?
Nie chciałbym specjalnie wyżywać się na tym temacie. Ale faktem jest, że obaj z Maćkiem Dancewiczem (współscenarzysta serialu i współautor powieści – przy. red.) zbyt szybko straciliśmy kontrolę nad tym, jakie zmiany wprowadzono w nasz scenariusz. Zarówno napisany przez nas serial, jak i powieść „Najdłuższa noc” były bardzo spójne i konsekwentne w sensie fabularnym, był to zwarty świat. Zachęcam do lektury książki – rozdział 21, Jan przyjeżdża do Krakowa, pierwsze co widzi, to oczywiście Barbakan, Wieża Mariacka, Ratusz – symbole Krakowa. W serialu tego nie ma. Niestety zaczęto wprowadzać zmiany, których nie konsultowano z nami. Oczywiście w dobrej wierze, ale nie ustrzeżono się błędów. Mam nadzieję, że powstanie II seria i uda się w wielu kwestiach zrehabilitować. Ale nie przekreślajmy też tego, co dobre. Myślę, że jak zobaczymy pełną paletę propozycji wiosennej ramówki wszystkich telewizji, docenimy serial „Belle Epoque”.

Dla jakiej publiczności tak naprawdę miał być ten serial?
Zaczęliśmy to pisać jako projekt dla niezależnej platformy internetowej, gdzie miało być od razu wrzucone wszystkie dziesięć odcinków. I zupełnie inaczej się pisze dla takiego widza, a inaczej, gdy jednak realizuje to TVN, a pora emisji to 21:30, powtórka o 17:00 w niedzielę. Nagle zrobił się z tego serial dla widza od 12. roku życia. Więc zaczęto wygładzać nasz scenariusz, upiększać, żeby nie był taki krwawy. Ta wygładzarka chwilami za głęboko poszła i pod walec wpadli też bohaterowie, ich charaktery, relacje, emocje. Z tego nie jesteśmy z Maćkiem zadowoleni.

Nie mogłeś jakoś interweniować? Teraz na spotkaniach z czytelnikami „Najdłuższej nocy”, to ty się musisz tłumaczyć za nieswoje błędy.
Siedzieliśmy w domu i pisaliśmy kolejne odcinki. To trudna misja, żeby tak krwawy pierwotnie kryminał przerobić na serial dla szerokiej publiczności. I rozumiemy to. Jednak ustalmy jedno: to nasz serial i podpisujemy się pod nim niezależnie od przesadzonego oczywiście hejtu i – z drugiej strony – egzaltowanych zachwytów. Każdego, kto chce się zmierzyć na argumenty – zapraszamy. Zapewniam, że doskonale wiemy o czym mówimy. Każdy, kto chce zrobić lepiej i mądrzej – niech siada do kompa i pisze. Każdemu wolno.

Jak długo pisaliście „Belle Epoque”?
Dwa lata.

Jak się wam pisało we dwóch?
Jakoś ten nasz duet działa, pracujemy bez większych tarć. Choć prawdą jest, że obaj jesteśmy samcami alfa. Na szczęście mamy podobne poglądy, spojrzenie na świat, wspólną pasję. Powieść wyraża nas, to jak widzimy pewne sprawy. Jestem dumny z tej książki. Jestem dumny z przyjaźni, jaką obdarzył mnie Maciek. Warto się bić o coś takiego. Czasem się mówi, że jeśli chcesz się przekonać jacy ludzie są naprawdę, warto z nimi gdzieś wyjechać i pobyć przez jakiś czas non stop. Mogę powiedzieć, że pisanie scenariusza i książki jest rodzajem takiej naszej wspólnej podróży. Myślę, że obaj sprawdziliśmy się w tej podróży. To było jak zimowe wejście na trudną górę. Chodź podróżowaliśmy też razem w realu i również było zacnie.

marek bukowski 1

Jesteście kumplami?
Jesteśmy przyjaciółmi. Prywatnie jednak rzadko się spotykamy a jeśli już, to prawie nie rozmawiamy o pisaniu. Praca nad serialem, powieścią, teraz promocją tej powieści jest tak absorbująca, że nie ma prawie czasu na prywatne spotkania. Z czegoś też przecież musimy żyć.

Nie z pisania?
Na pewno nie z pisania.

Co powstało pierwsze: serial, czy książka?
Najpierw powstała koncepcja serialu i pierwsze trzy odcinki. Później już równolegle powstawała powieść. Nazbieraliśmy tak dużo materiału, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać.

A jak to jest z tym trzecim scenarzystą? Dołączył do was Igor Brejdygant. Widziałam, że jest podpisany w niektórych odcinkach.
To trzeba do niego zadzwonić i zapytać jak to jest. Ja nie będę o tym mówił.

Widzę, że to nie jest wasz trzeci kumpel.
Nie.

Dlaczego interesują cię głównie historie kryminalne? To nie jest pierwszy serial o zbrodniach jaki napisałeś.
Już jako dziecko pisałem jakieś tam dziwne wierszyki i zawsze były one inspirowane mrocznymi klimatami z literatury, czy malarstwa. W tę stronę bardziej mnie ciągnęło, choć z natury jestem pogodny. Przy „Belle Epoque” było tak, że Maciek, który jest historykiem, opowiedział mi kilka ciekawych historii z przeszłości. Chciał zrobić cykl filmów dokumentalnych. Ja w tym czasie pracowałem nad czymś zupełnie innym ale równie mrocznym, jednak współczesnym. Ale w końcu załapałem się na te jego opowieści z przeszłości. Zrozumiałem, że kostium i dekoracja pozwalają na pewną umowność, że dawność znosi dosłowność. Zaczęliśmy to pisać. I okazało się, że ten nasz dwójkowy system działa.

W końcu w każdej epoce ludzie mordują podobnie.
Motywy, dla których człowiek popełnia przestępstwa są te same we wszystkich czasach. Siedem grzechów głównych, to stały motyw.

Nie zostają ci w głowie te straszne historie?
Nie. Może to działa na podobnej zasadzie jak u satyryków czy tych, którzy piszą komedie. Oni podobno są smutni i depresyjni na życie. A ja, grzebiąc w mrokach ludzkiej duszy, jestem optymistą. Im więcej ludzi zamorduję na papierze, tym lepiej śpię. (śmiech)

Taka terapia?
Mam na ten temat swoją teorię, ale nie będę się nią dzielił. Chyba, że wyłączysz dyktafon.

Historie morderstw z serialu wydarzyły się naprawdę. Jak dotarliście do źródeł?
Większość  zbrodni, które chcieliśmy pokazać w serialu były szeroko opisywane w ówczesnej prasie. Jest bardzo dużo materiałów z procesów sądowych, a wtedy te procesy opisywało się niemal jak mecz piłkarski. Z ogromną szczegółowością. W artykułach pojawiają się dokładne relacje z tego, co kto powiedział na sali sądowej. Do tego dołączone są rysunki. I na tej podstawie mogliśmy zrozumieć nie tylko fakty, ale i atmosferę tamtej epoki.

Czy aktora, który staje się scenarzystą traktuje się mniej poważnie niż scenarzystę po szkołach?
W Polsce tak jest. W USA nie jest problemem, że Brad Pitt czy George Clooney mogą być aktorami, producentami filmowymi, reżyserami i jednocześnie scenarzystami. U nas się jeszcze ludzi w ten sposób szufladkuje. Trochę to prowincjonalne. Kiedyś mówiło się, że aktorzy teatralni nie powinni grać w serialach. To myślenie szczęśliwie upadło, wiec mam nadzieję, że podobnie będzie z poczuciem, że aktor nie może napisać scenariusza. W Polsce problemem jest też to, że niewielu scenarzystów może się wykazać, bo rynek filmowy jest bardzo płytki. Mamy bardzo ograniczoną ilość widzów. Są świetne, wysokiej jakości seriale, które lecą na HBO czy Canal+, albo na platformach internetowych. Ale te najlepsze gromadzą 300 – 400 tysięcy widzów. Dla głównych stacji telewizyjnych nie są to satysfakcjonujące liczby.

marek bukowski 2

Masz teraz dobry czas. Dlaczego się tak mało lansujesz?
No jak? Właśnie to robię. Udzielam wywiadu.

Daj spokój. Mówię o prawdziwym lansie. Pamiętam taką znaną okładkę w kolorowym piśmie. To był prawdziwy lans…
Nie, nie. O tym na pewno nie będziemy rozmawiać.

Nie chcesz rozmawiać, ale jednak zgodziłeś się na taką promocję.
Zrobiłem w życiu kilka głupich rzeczy, udzieliłem kilku niepotrzebnych wywiadów, zapozowałem na ściankach. Żałuję tego. Zrobiłem to głównie za sprawą namowy, że przecież trzeba robić sobie PR.

Teraz masz dobry?
Bardzo. Wygoogluj sobie „Marek Bukowski”. (śmiech)

No tak, narkoman. (śmiech) Nadal dostajesz odłamkami tej sprawy?
Teraz już nie, ale wtedy przerażająca była ta gigantyczna medialna nagonka.

Miałeś dużą przerwę w medialnym udzielaniu się. Obraziłeś się na gazety za to, co o tobie pisały, czy oni już nie chcieli z tobą rozmawiać?
Wypowiadałem się dość jednoznacznie, że wszystkim im wytoczę procesy i pozamykam te kłamliwe wydawnictwa, więc trudno, żeby bardzo chcieli po tym ze mną rozmawiać. To się oczywiście nie udało. System jest szczelny! (śmiech)

A propozycji zawodowych w tym czasie było mniej?
Tak. Poczułem ostracyzm w środowisku. Jest w tym kolosalna hipokryzja. Oskarżono mnie o posiadanie dwóch gramów marihuany. Przez pół roku ustalano czy są na niej moje odciski palców. A można było to ustalić w 48 godzin. To sztuczne przedłużanie nakręciło nagonkę na mnie. Ostatecznie zostałem uniewinniony, śledztwo umorzono, ale wielu aktorów czy dziennikarzy wypowiadało się przy tej okazji w taki sposób, jakby sami nawet mocnej kawy w życiu nie wypili.

Ta przykra sytuacja jakoś cię wzmocniła?
Tak. Podobno człowiek zaczyna wiedzieć o co chodzi dopiero, gdy za życia przeżyje własną „śmierć”. Myślę, że to było właśnie coś takiego plus parę jeszcze słabych momentów…

Dlaczego zagrałeś w „Smoleńsku”? Bo nie miałeś innych propozycji?
Po prostu – jak być może wiesz – od dwudziestu paru lat grywam w filmach fabularnych. A ten film to również film fabularny, o ile mi wiadomo. I to tyle na ten temat.


Marek Bukowski (ur. 1969) – aktor, absolwent PWST w Krakowie. Ma na koncie kilkadziesiąt ról telewizyjnych i filmowych. Jest też autorem scenariuszy, reżyseruje filmy i seriale. Ostatnio napisał, we współpracy z Maciejem Dancewiczem, scenariusz serialu “Belle Epoque”, emitowanego w TVN. Na motywach scenariusza powstała też powieść “Najdłuższa noc”, wydana nakładem wydawnictwa Muza. 

okladka_NAJDLUZSZA_NOC_podglad
Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!