Nauka i pasja

Dawid Hemke

Do dziwnych pomysłów nie trzeba mnie namawiać

“Miałem szansę na międzynarodową karierę modela. Ale po co mi to? Dla pieniędzy? Kasa zniewala, władza korumpuje. Nie mam własnego domu, samochodu, telewizora. Wynajmuję mieszkanko w Bydgoszczy, takie w stylu późnego PRL-u. Nic więcej mi nie potrzeba.”

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcie powyżej: Michał Buddabar

Jesteś modelem o stu twarzach. Można z ciebie zrobić każdego, z takimi warunkami mógłbyś reklamować najdroższe marki świata. Dlaczego od lat zawekowałeś się w fotografii artystycznej, z której nie ma pieniędzy?
Bo pieniądze nie są dla mnie priorytetem. Może jestem dziwakiem, ale słowem które mnie definiuje jest wolność. Rzeczywiście, kiedy zacząłem pracować jako model, a było to późno jak na ten zawód, bo miałem już 27 lat, podpisałem umowę z dużą agencją. Poznali się na mnie, widzieli, że moja twarz ma potencjał. Łatwo mnie zmienić fizycznie, wystylizować na różne postaci. Agencja wysyłała mnie do Mediolanu, do Paryża. Zagrałem w kilku reklamach. Miałem szansę na karierę w tym zawodzie. Ale szybko zrozumiałem, że takie życie nie jest dla mnie. Może zarobiłbym duże pieniądze, lansował się, pozował na ściankach. Ale po co? Kasa zniewala, władza korumpuje. To niedzisiejsze podejście, wielu ludziom trudno to zrozumieć. Ale tak jest. Nie mam własnego domu, samochodu, telewizora. Wynajmuję mieszkanko w Bydgoszczy, takie w stylu późnego PRL-u. Nic więcej mi nie potrzeba. Na przyszłość planuję doprowadzić się do takiego stanu materialnego, żeby mieć kawałek ziemi, kozę i z tego się utrzymywać. Może i na skraju ubóstwa.

20990005

fot. Michał Buddabar

Czym ten wielki świat modelingu tak szybko cię odstraszył?
Właśnie tym dzikim pędem za pieniądzem. A do tego blichtrem, fałszem i powierzchownością, z którymi spotykałem się niemal na każdym kroku. Oczywiście to nie znaczy, że wszyscy ludzie, którzy pracują w komercyjnym modelingu kłamią, wykorzystują innych i zależy im tylko na kasie. Ale zdecydowanej większości tak. Życie jest zbyt krótkie, żeby spędzić je z takimi osobami.

W fotografii artystycznej jesteś bardzo znaną marką. Masz opinię „modela do zadań ekstremalnych”. Zgadzasz się na naprawdę ryzykowne pozowanie. Nie boisz się, że kiedyś zapłacisz za to zdrowiem?
Nie boję się ekstremalnie pozować. Można to zobaczyć oglądając fotografie z mojego autorskiego projektu „All day Ophelion” (alldayophelion.blogspot.com), nawiązującego do losów Ofelii z „Hamleta”. W pierwszym etapie projekt polegał na tym, że przez 365 dni „topiłem się” do zdjęć. Zacząłem w styczniu i skończyłem w grudniu. Wielu fotografów robiło mi zdjęcia w tej konwencji. Pozowałem w wodzie w każdych warunkach pogodowych, również w czasie bardzo mroźnej zimy. Wchodziłem do przerębli, do rzek spływających krą, pozowałem na lodowatych skałach.

Nicholas Javed

fot. Nicholas Javed/ All day Ophelion

Zgodziłeś się też zapozować z petardą między nogami do zdjęcia, które zrobił ci Michał Buddabar! (śmiech)
Tak, to miało być zdjęcie w stylu programu „Jackass”. Na szczęście petarda wybuchła w drugą stronę. Czyli uniknąłem stomii. (śmiech) Do dziwnych pomysłów nie trzeba mnie długo namawiać. To dla mnie odskocznia, reset od tego czym zajmuję się na co dzień.

19170006FB

fot. Michał Buddabar

Zamiast pozować za duże pieniądze wolisz być pielęgniarzem w Bydgoszczy na oddziale intensywnej terapii dzieci?
Pracuję tam od 13 lat. Jestem z wykształcenia pielęgniarzem, biologiem i leśnikiem. Przypadek sprawił, że pracuję jako pielęgniarz. Może mógłbym zmienić zawód, ale nie lubię zmian w życiu.

Na oddziale zwracasz uwagę swoim ekscentrycznym wyglądem?
Wzbudzam zaciekawienie, czasem nawet kontrowersje. Kolczyki, warkoczyki na brodzie, na głowie, dziwne okulary. Na szczęście mój pracodawca nie ingeruje w mój wygląd, choć nie prezentuję się jak klasyczna pielęgniarka. (śmiech)

fot. Marta Machej

fot. Marta Machej

Jak pacjenci czy ich rodzice zwracają się do ciebie?
Tu jest oczywiście problem, bo mój zawód jest mocno sfeminizowany i utarł się tylko jeden zwrot – „siostro”. Na szczęście nikt tak do mnie nie mówi. Na początku pacjenci mylą mnie z lekarzem. Gdy dowiadują się kim jestem, mówią do mnie per „pan”, albo po imieniu.

Masz bardzo stresującą pracę?
Na moim oddziale pojawiło się przez te lata tylko trzech pielęgniarzy. Wszyscy zrezygnowali. Dwóch wyjechało za granicę, żeby lepiej zarobić, jeden nie wytrzymał psychicznie, przeniósł się na inny odział. Właśnie ze względu na stres. Jest duży przez to jakim pacjentem się zajmujemy, ale też mamy natłok pracy, który potrafi zniszczyć.

Angelika Bykowska

fot. Angelika Bykowska/ All day Ophelion

Przeżywasz osobiście dramatyczne przypadki dzieci, które do ciebie trafiają? Po tylu latach potrafisz się zdystansować?
Dystansuję się, bo bez tego bym zwariował. Cały czas, dzień w dzień, od 13 lat widzę ludzkie tragedie, ciężkie przypadki. I nie ma to znaczenia czy dotyczy to dzieci czy dorosłych. Dla mnie pacjent to pacjent. Niezależnie od tego czy to noworodek, który waży 500 gram czy 90-letni staruszek. Skupiam się na tym, żeby mu pomóc, czyli dobrze wykonać swoją pracę.

Marta Machej

fot. Marta Machej

Wyłączasz emocje?
Nie zawsze to możliwe. Na intensywną terapię dziecka trafiają wcześniaki, dzieci chore na nowotwory, dzieci po wypadkach, skatowane przez opiekunów. Staram się nie angażować w te wszystkie sytuacje, bobym nie wytrzymał tego, nie mógł pracować. Ale czasem się nie da. Nigdy nie zapomnę trzyletniego chłopca, który trafił do nas z zaawansowanym rakiem. Spędził z nami w szpitalu cały rok. Swoje urodziny, wszystkie święta. Pamiętam jak kupowaliśmy mu prezenty. Miał bardzo kochającą rodzinę, niezwykle oddaną matkę. Śmierć tego dziecka naprawdę przeżyłem. Podobnie zresztą jak pierwszą śmierć pacjenta. Tego nie da się wymazać z głowy. W moim przypadku to akurat nie było dziecko. To był mężczyzna po pięćdziesiątce, który miał olbrzymiego tętniaka mózgu. Zdecydował się poddać operacji. Wiedział, że ryzyko zabiegu było ogromne, ale nie miał wyjścia. Bez operacji na pewno by umarł. Niestety zabieg się nie powiódł. Bardzo dobrze pamiętam tego człowieka, choć minęło wiele lat.

Masz cierpliwość do pacjentów? A może bardziej do rodziców pacjentów.
Z cierpliwością jest różnie. Pracuję z dziećmi, a te z założenia wzruszają nas bardziej niż dorośli. Ale nie zapominajmy, że dziecko to człowiek. A ludzie są różni. Są mili, ale są i tacy, z którymi trudno wytrzymać, z którymi nie chce się być. Z dziećmi jest podobnie. Zdarzają się przypadki bardzo złośliwych dzieci. Czasem tracę do nich cierpliwość. Nie boję się powiedzieć, że niektórych po prostu nie lubię.

Fot. Krzysztof Płoch

fot. Krzysztof Płoch

A ich rodzice? Dają ci w kość?
Rodzice moich pacjentów coraz częściej czerpią wiedzę z seriali medycznych i internetu. I wydaje się im, że wiedzą więcej od lekarzy, wiedzą lepiej niż pielęgniarz jak powinno się zajmować pacjentem. Czasem awanturują się o błahostki. Takie sytuacje są irytujące, ale to i tak nic w porównaniu do naprawdę ciężkich momentów, gdzie na przykład dziecko nie ma szans na przeżycie, jest w takim stanie, że już nic nie można dla niego zrobić, poza uśmierzeniem bólu. My odstępujemy od terapii, żeby tego dziecka już nie męczyć, a rodzice wpadają w histerię, nie chcą się zgodzić.

Praca miała wpływ na to, że ty sam nie masz dzieci?
Czasem myślę, że chciałbym być ojcem, ale prawdą jest, że 13 lat pracy na takim oddziale zbudowało we mnie lęk. Lęk o to, że ja też będę miał chore dziecko. Statystyki statystykami, ale to poczucie jest silniejsze ode mnie. Jest zapisane na poziomie emocji i mam na to ograniczony wpływ.

01240002

fot. Michał Buddabar

Dużo w tym zawodzie poświęcasz. Dobrze, że pieniądze nie definiują twojego szczęścia…
Zarobki to zawsze kwestia porównywania się z innymi. Jeśli porównam moje do pensji pielęgniarzy na Zachodzie, to wychodzi, że mam w portfelu psi grosz. Ale jeśli porównam je do innych bardzo słabo opłacanych zawodów tu w kraju, to czasem wychodzi, że nie mam najgorzej. Chcę jednak podkreślić po tylu latach spędzonych w szpitalu, że zawód pielęgniarza jest bardzo niedoceniany w Polsce. I ze względu na płace, i na szacunek do naszej pracy. Niemniej mam to ogromne szczęście, że nie potrzebuję wiele materialnych dóbr do tego, by czuć się spełnionym. To, co zarabiam wystarcza mi jakoś na życie i nawet na nałogi. Konkretnie na jeden nałóg, którym mam.

fot. Piotr Pietryga

fot. Piotr Pietryga/ zdjęcie nominowane do finałowej dziesiątki spośród 10 000 zgłoszeń w prestiżowym konkursie Hasselblad Masters Award

Jaki?
Komiksy.

Kupujesz je nałogowo?
Tak. Zaczęło się to wiele lat temu, jeszcze w latach 90. Uwielbiam komiksy, mam kolekcję ponad 5 tysięcy sztuk. Trzymam je u siebie w tym małym wynajmowanym mieszkaniu, ale też w domu rodzinnym, wszędzie gdzie się da. I kupuję je nadal.

69470001

fot. Michał Buddabar

To jakaś polisa na emeryturę? (śmiech)
Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał ich sprzedać! No chyba, że przymierałbym głodem. A w ogóle to nie mam planu długo żyć.

Jak to?
Ludzie życzą sobie stu lat, za wszelką cenę chcą dożyć późnej starości, najdłużej zostać na tym świecie. Ale ja nie czuję tego wszystkiego. Nie uważam, że długie życie jest wartością, o którą trzeba zabiegać. Ważne, żeby to życie było dobre, satysfakcjonujące, przeżyte po naszemu. We wczesnej młodości miałem bardzo silne przeczucie, że nie dożyję trzydziestki. Byłem bardzo zdziwiony, gdy to się nie spełniło. Więc teraz, mając 40 lat i tak mam poczucie, że dostałem więcej niż się spodziewałem. Sześćdziesiątka to jest maksimum jakie życzyłbym sobie od losu.


Dawid Hemke (ur. 1977) – polski model specjalizujący się w pozowaniu w ekstremalnych warunkach. Na co dzień pracuje jako pielęgniarz na oddziale intensywnej terapii noworodka i dziecka w szpitalu w Bydgoszczy. Wziął udział w ponad 150 sesjach zdjęciowych. Zdjęcia z jego udziałem były nominowane do najbardziej prestiżowych konkursów na świecie. Nałogowo kupuje komiksy.

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!