Kultura Promowane wpisy

Andrzej Konopka

Może to ostatni moment na coś takiego?

“Mam wrażenie, że w Polsce tak naprawdę nic nie może się do końca udać. Komunizm się nie udał, demokracja też tak nie do końca, więc ta katastrofa polityczna, której wielu z nas się boi, może się w pełni nie zrealizuje.”

Rozmawia: Monika Sobień
Zdjęcia: Justyna Cieślikowska

WeMen: Burdel Tata wraca do „Pożaru”?
ANDRZEJ KONOPKA: Tak. Po dwóch odcinkach przerwy znów wchodzę do gry. Będę w najbliższym spektaklu.

Już miałam pytać czy myślisz o zmianie zawodu.
Myślę o tym średnio co trzeci dzień. (śmiech)

andrzej konopka portret1

I wtedy chcesz być strażakiem?
Strażakiem akurat nie. Zwykle nie wychodzę poza banały w stylu: „może by tak kupić ziemię na wsi i stado kóz?”. Miewam fazy w rodzaju: „po co to wszystko, po co tak ciągle gonić, męczyć się, stresować?”, ale za chwilę oczywiście przytomnieję. Nie odchodzę na serio z zawodu, ale staram się nie przeginać, żeby się nie przepalić. Kiedyś miałem półtoraroczny okres, gdy pracowałem non stop. Rzucałem się z jednej rzeczy w drugą, ale w końcu byłem tak przemęczony, że stałem się dla ludzi nieprzyjemny, zgryźliwy.

Dostajesz więcej zawodowych propozycji odkąd grasz w „Pożarze w Burdelu”?
Tak. Nie ma co ukrywać, że nasza grupa jest bardzo popularna w Warszawie. Na spektakle przychodzi dużo ludzi z tzw. środowiska artystycznego, reżyserzy, ludzie od castingu. Obserwują nas i myślę, że to się przełożyło na nowe propozycje.

Na przykład rolę w ostatnim filmie Andrzeja Wajdy. Może ta też jest dzięki „Burdelowi”?
Z Andrzejem Wajdą pracowałem już wcześniej, przy filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. I chyba tam mnie zapamiętał. Ale później rzeczywiście przyszedł na „Pożar w Burdelu”. I to z Karolem Modzelewskim. Panowie byli z żonami. Zawsze w spektaklu mamy jakiś element improwizowany i w pewnym momencie, kiedy zobaczyłem, że oni są na widowni, powiedziałem ze sceny do partnera: „Co ty tu odpieprzasz? Modzelewski z Wajdą przyszli ze swoimi dziewczynami, a ty co?” Chyba ich rozbawiło.

Kto jest widownią „Pożaru w Burdelu”?
W większości ludzie w słusznym już wieku. Kiedy zaczynaliśmy z pierwszymi spektaklami, jeszcze na ulicy Chłodnej, i graliśmy za przysłowiowe 5 złotych, przychodziło więcej młodych osób. Ale odkąd podnieśliśmy ceny biletów, przychodzą ludzie starsi. Trochę żartowaliśmy, że to sieroty po „Kabarecie Starszych Panów” i „Kabarecie Olgi Lipińskiej”. Wpasowaliśmy się w pewną lukę.

„Ucho Prezesa” nie jest waszą konkurencją?
Nie, mam wrażenie, że działamy w innych kategoriach. Widziałem jeden odcinek “Ucha”. Niezbyt mi się podobało, to znaczy nie było dla mnie śmieszne.

A czy ci starsi ludzie na waszej widowni nie czują się oburzeni? Czasem jedziecie po bandzie.
Oni to kochają. Ludzie lubią posmak czegoś zakazanego, odważniejszego. Aczkolwiek jak pierwszy raz graliśmy w Teatrze Polskim w Warszawie, dało się odczuć, że niektórzy byli zaskoczeni. Na widowni panowie w smokingach, panie w koralach. Widać było, że niektórzy nie trafili.

A w internecie was hejtują?
Pewnie trochę tak. Mało tego czytam, bo nie jestem zbyt internetowy. Ale kiedyś widziałem komentarz pod nagraniem „Duszpasterza hipsterów” na YouTube, który zapamiętałem. Ktoś napisał o mnie: „Żyd, aż palce lizać”. (śmiech) Oczywiście anonimowo. Coś, co kiedyś było w przysłowiowym maglu, jest teraz w internecie.

andrzej konopka portret 2

Taka kloaka. Telewizja i prasa też się niestety nią stają. Oglądasz serwisy informacyjne?
Tak, pochłaniam je.

Wkurza cię to, co tam widzisz? Śmieszy?
Wiesz, teraz sprawa jest ewidentna, przynajmniej dla mnie. Chociaż, jak wiadomo, trzydzieści parę procent społeczeństwa ma inne zdanie. Ale generalnie to, co się dzieje w Polsce czasem mnie bawi, ale ostatnio częściej przeraża.

Masz katastroficzną wizję Polski?
Mam obawy, że za chwilę ten mur między ludźmi, jaki stworzył się przez ostatnich kilka lat, będzie nie do zasypania. Wystarczy, że jakiś szaleniec zrobi krzywdę komuś po drugiej stronie. Wtedy jest śmierć, rozlana bratnia krew i może zacząć się coś naprawdę złego. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że w Polsce tak naprawdę nic nie może się do końca udać. Komunizm się nie udał, demokracja też tak nie do końca, więc ta katastrofa polityczna, której wielu z nas się boi, może się w pełni nie zrealizuje.

Czy prawicowi politycy przychodzą na wasze spektakle? A raczej czy wychodzą z nich oburzeni?
W „Pożarze w Burdelu” staramy się przedstawiać racje wszystkich stron w obecnych konfliktach społecznych, sytuacji politycznej. Ale pamiętam, że jeszcze u zarania naszych dziejów przyszedł Michał Kamiński, który był wtedy posłem… No właśnie, nawet nie pamiętam której to już partii. I on wyszedł w trakcie spektaklu. Poczuł się jakoś dotknięty.

portret4

A wy, jako grupa, znacie swoje poglądy polityczne? Rozmawiacie o nich?
Raczej nie ma na to czasu. Choć faktem jest, że teraz polityka bardzo silnie weszła do życia rodzinnego i towarzyskiego. Te wszystkie historie ludzi, którzy przez kłótnie światopoglądowe wyrzucają się ze znajomych z Facebooka, zrywają przyjaźnie, dowodzą, że jest to problem.

A ty pokłóciłeś się z kimś o politykę?
Chyba nie. Chociaż ostatnio kłóciłem się trochę z bratem o ustawę krajobrazową. Czyli to nie do końca chodziło o twarde poglądy polityczne. Rozmawialiśmy o ustawie, która ma ukrócić ten koszmarny zalew przestrzeni publicznej reklamami wielkoformatowymi. Mój brat jest z krwi i kości neoliberałem, a ja taki bardziej…

Lewicowy?
Chyba po prostu zdroworozsądkowy. (śmiech)

Rozmawiasz z córkami o polityce?
Przez sam fakt, że my z żoną (Agnieszką Smoczyńską – przyp. red.) rozmawiamy w domu o tym, co się dzieje wokół, dzieci uczestniczą w tym i jak na swoje lata wydaje mi się, że są uświadomione w wielu rzeczach.

Bywa, że rodzice mają określone poglądy, ale nie dzielą się nimi z dziećmi. A po 18 latach okazuje się, że jako światopoglądowy lewicowiec wyhodowałeś na swym łonie młodzieńca, którego serce mocno bije do partii Pawła Kukiza.
Problemem leży głęboko. Polska kultura ciągle pielęgnuje ten rodzaj wartości rodzinnych, który uczy ludzi siedzieć w domu i nie interesować się tym, co się dzieje na zewnątrz. Co sprowadza się do tego, że nie bierzemy odpowiedzialności za to, co się dzieje na naszym osiedlu, w mieście, w końcu w kraju. No bo cię to nie interesuje. Ważne, żeby w domu był chleb z kiełbasą i żeby można było telewizję pooglądać. Nie ma też edukacji politycznej. Moim zdaniem powinno się w domu rozmawiać z dziećmi o polityce. Tylko nie w sposób doktrynalny. Warto przedstawiać różne punkty widzenia. Czyli na przykład ja mówię swoim córkom dlaczego nie chodzę na marsze panów narodowców, a Agnieszka tłumaczy im dlaczego zabrała je na marsz kobiet.

A ty na jakie marsze chodzisz? Byłeś na jakimś wiecu KOD-u?
Byłem na dwóch. Ale trochę się wynudziłem. (śmiech) Takie mało spektakularne to było. Ktoś próbował wznosić jakieś okrzyki, ale ludzie słabo je podchwytywali. Puszczane były piosenki Jacka Kaczmarskiego, co nie rozkręciło tłumu. Największe poczucie wspólnoty miałem dopiero w momencie, kiedy rozkręciliśmy się podskokami na hasła w stylu: „kto nie skacze, ten za PiS-em”. (śmiech) Ale ogólnie nudno było. Mówię to mając szacunek do tej dobrej inicjatywy.

Kiedy ludzie tak naprawdę z przekonania wyjdą na ulice?
Zaczną się poważnie buntować i przestaną głosować na PiS dopiero wtedy, gdy zaczną coś tracić. A konkretnie – pieniądze. Gdy zrozumieją, że to „500+” nie do końca działa, że zarabiają mniej, że ich oszczędności w banku tracą na wartości. To jest jedyny czynnik, który może ich przekonać do jakiegoś masowego działania.

portret5

Skoro mowa o działaniu… Jesteś w takim wieku, w którym faceci lubią zrobić coś dla siebie…
Chodzi ci o kryzys wieku średniego? (śmiech)

Niech będzie, że tak.
A co się robi w takim kryzysie?

Tak stereotypowo, to kupuje drogi samochód albo zmienia żonę na młodszą.
Z żoną byłoby trudno, bo Agnieszka jest ode mnie dziewięć lat młodsza, więc wystarczy. A na drogi samochód mnie nie stać. Więc mój kryzys szybko się skończył. (śmiech) Ale tak poważnie, to z wiekiem zmieniłem podejście do pracy. Zrozumiałem, że muszę coś zrobić w kontekście tego przemęczenia. Dlatego na przykład nie pojawiłem się w dwóch odcinkach „Pożaru w Burdelu”. Ale teraz z dużą przyjemnością wracam. Niemniej faktem jest, że po czterdziestce coś się zmienia w głowie. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jednak nie jesteś nieśmiertelny, że czas naprawdę szybko mija i może warto zrobić coś tylko dla siebie.

To jakie masz plany?
Jeszcze nieskonkretyzowane. Ale na przykład kilka dni temu spotkałem na planie filmowym fotosistę, który najpierw opowiedział mi o swojej wyprawie motocyklowej na Zakaukazie, a na drugi dzień złożył propozycję, żebym pojechał z nim na 3-miesięczną wyprawę do Ameryki Południowej. 20 tysięcy kilometrów na motocyklach.

A ty w ogóle jeździsz na motocyklu?
Jeszcze nie. (śmiech) Ale zastanawiam się czy nie zacząć. Wyprawa ma być w okresie listopad – styczeń. Trochę szaleństwo, ale może to ostatnia szansa na coś takiego.

Co na to twoja żona?
Jeszcze o tym nie wie. To znaczy teraz się dowie. (śmiech)


Andrzej Konopka (ur. 1969) – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Ma na koncie kilkadziesiąt ról teatralnych i filmowych, ostatnio w “Powidokach” Andrzeja Wajdy. Jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Przez wiele lat związany był z Teatrem Nowym w Łodzi. Grał m.in. u Kazimierza Dejmka, Jana Klaty, Mikołaja Grabowskiego. Od września 2012 odgrywa postać Burdel Taty w rewelacyjnie przyjętym przez publiczność kabarecie „Pożar w burdelu”. Prywatnie związany jest z reżyserką Agnieszką Smoczyńską. Mają dwie córki. 

Spodobał się artykuł? Podziel się z innymi!